WROCŁAWSKA KAMPANIA PRZECIWDZIAŁANIA PRZEMOCY - www.kampaniaprzemoc.pl

Z PRZEMOCĄ DA SIĘ WYGRAĆ - wywiad z ofiarą wieloletniej przemocy emocjonalnej i seksualnej.

Nigdy nie sądziłam, że tak wiele jest w moim otoczeniu ofiar przemocy. Historia, którą poznałam, jest bardzo smutna, ale kończy się dobrze - moja respondentka wyszła z toksycznej relacji, lecz wciąż walczy o odzyskanie równowagi emocjonalnej. Postanowiłam zapytać się jej, jak znalazła w sobie siłę na walkę i wyjście z tej sytuacji.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W jaki sposób znalazła się Pani w tej relacji?

To było takie nagłe... Byłam niepełnoletnia, podjęłam się swojej pierwszej pracy. On był moim przełożonym, starszym o 20 lat. Nie miałam w domu ojca... A on wydawał się taki silny, interesował się mną. Nie zorientowałam się, kiedy już byłam zakochana po uszy. Czułam się przy nim jak kobieta... pociągająca, potrzebna i taka dorosła. On to zauważył i zaczął wykorzystywać. Spotykaliśmy się, ale właściwie były to tylko spotkania "łóżkowe". Albo takie, w którym miałam robić coś dla niego - posprzątać mu mieszkanie, segregować papiery z jego pracy, itp. Potem doszła przemoc. Najpierw emocjonalna, potem seksualna i fizyczna.

To brzmi bardzo smutno. Kiedy zatem zdecydowała się Pani na zakończenie tej relacji? Co przyczyniło się do podjęcia takiego kroku?

Po czterech latach, kiedy właściwie próbowałam się z tego wyrwać, spotykać z innymi partnerami, zrozumiałam, że ten człowiek odbiera mi całą energię. Dotarło do mnie, że jest to wręcz sprawa życia i śmierci. Uruchomiłam swoje marzenia. Zaczęłam myśleć o tym, że chcę skończyć studia, mieć rodzinę, kochającego męża, dzieci. I wiedziałam, że z nim to się nie uda.

I co Pani wtedy zrobiła?

Zaczęło się od unikania spotkań, wykręcania się. Nie potrafiłam powiedzieć mu jasno i wprost, żeby mi się nie pokazywał na oczy. Byłam uzależniona. On znał mnie doskonale, wiedział, jakie mam słabe punkty. Więc zawsze jakoś mnie z powrotem do siebie przyciągał. Ta szarpanina trwała kolejne dwa lata. Nie dawał mi spokoju: kiedy wyprowadziłam się do innego miasta, przyjeżdżał do mnie, nachodził. Oczerniał mnie przed innymi osobami. A ja zrywałam kontakt, nie odbierałam telefonów, nie odpisywałam na SMS-y, a potem znowu do niego wracałam. Ta huśtawka była nie do wytrzymania. Powoli przestałam wierzyć w to, że w ogóle kiedykolwiek z tego wyjdę.

Czy szukała Pani u kogoś pomocy?

Tak, byłam wtedy w terapii, czytałam wiele specjalistycznych książek, rozmawiałam z kilkoma zaufanymi osobami. Niestety ci ludzie (oczywiście poza terapeutą) nie do końca mnie rozumieli, uważali, że to wszystko jest bardzo proste. Skoro jest mi źle, to po prostu powinnam z tym skończyć. A jeśli tego nie robię, to znaczy, że nie cierpię wystarczająco mocno. Czułam się jak wariatka. A to naprawdę było okropnie trudne. Nienawidziłam go, a z drugiej strony miałam wrażenie, że nie mogę bez niego żyć. Śnił mi się po nocach, miałam obsesję. W takim stanie poznałam mojego obecnego męża.

Pomógł Pani?

Tak, chyba on przede wszystkim. Przeprowadziłam się do niego, opowiedziałam o wszystkim, a on zaczął mnie chronić. Dzięki jego opiece i miłości w którymś momencie po prostu przestałam się interesować tamtym. Przestałam go potrzebować. Nawet nie wiem kiedy i jak to się stało. Ale ta cała walka była męcząca też dla męża - to wszystko trwało kolejne półtorej roku, w pierwszym okresie naszego małżeństwa i on zdawał sobie sprawę, że to nie on jest w tym momencie tym, do którego mnie ciągnie najbardziej. Na szczęście swoją wytrwałością mnie wywalczył. Do dziś nie wiem, skąd wziął na tę walkę tyle motywacji i cierpliwości.

To jest Pani pewnie teraz bardzo szczęśliwa. Koszmar się skończył?

Niestety nie do końca... Choć minęło trochę czasu od końca tamtej znajomości, to nadal ponoszę za nią konsekwencje. Nie mam już co prawda koszmarów, ale wszelkie obsesje o podłożu seksualnym zostały. Pojawiają się różne lęki, myśli samobójcze, marazm. Przeplatają się z normalnym funkcjonowaniem, kiedy wydaje mi się, że już wszystko wróciło do normy, że to był tylko sen. Powoduje to wiele spięć w obecnym związku, na każdym kroku wychodzi na jaw mój brak zaufania do ludzi. I do mężczyzn. Panicznie boję się szukać pracy, spotykać z ludźmi. Skończyłam kolejną terapię, ale wiem, że potrzebuję następnej. Pójdę tam, gdzie będę musiała iść. Rozważam też psychiatrę. Chcę o to wszystko walczyć, bo mam dla kogo. Nie tylko dla męża. Ale też i dla siebie, dla naszych przyszłych dzieci.

Jak Pani sobie radzi z obecnymi trudnościami?

Na początku było trudno. Czego sobie nie postanowiłam, to natychmiast zaniechałam. Mam okropne problemy z samodyscypliną. Ale staram się z tym walczyć. Co robię? Postanowiłam sobie, że będę co najmniej trzy razy w tygodniu ćwiczyła w domu. Takie proste ćwiczenia fitnessowe. Pierwsze pół roku było fatalne - nie byłam w stanie robić tego nawet przez tydzień. Ale z czasem było łatwiej, nie poddałam się. I teraz już ćwiczę bez problemu. A dzięki wysiłkowi fizycznemu czuję się lepiej psychicznie. Odreagowuję złe emocje. Nabrałam też ochoty na większe dbanie o swoje ciało. Też mam jeszcze często z tym problem, bo mi się po prostu nie chce robić koło siebie, ale odkąd zauważyłam, że schudłam, że moja cera się poprawiła, to automatycznie zwiększyła się motywacja, żeby to wszystko kontynuować. Teraz jestem na dobrej drodze, żeby pewne elementy dbania o siebie stały się moim codziennym nawykiem.

A coś dla ducha Pani robi? Czy na razie łatwiej jest dbać o ciało?

Zaczęłam od ciała, bo miałam wrażenie, że tego najbardziej potrzebuję. Nabawiłam się różnych chorób wewnętrznych i zewnętrznych, czułam się słaba i brzydka. Poza tym, do tej pory moje ciało było traktowane przez mężczyzn jak przedmiot. Dopiero mąż to zmienił i ja też bym chciała pokochać je na dobre. A dla ducha.... hmm... czytam książki. Pochłaniam je w ogromnych ilościach. Uczę się nowego języka, a przynajmniej staram się przysiadać do niego regularnie. Powoli dokładam różne aktywności, choć widzę, że jak zabieram się za zbyt wiele rzeczy naraz to znów tracę siłę. Ale chyba jestem już cierpliwsza i bardziej wyrozumiała wobec siebie. Szukam też w sobie siły na wznowienie porzuconych dawniej studiów i znalezienie pracy.

Wygląda na to, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku. A co by Pani mogła doradzić innym osobom, które są ofiarami przemocy i próbują się z tym uporać?

Żeby były cierpliwe. Że nawet jak upadną tysiąc razy, to niech się nie poddają - za tysiąc pierwszym razem z pewnością się uda. Żeby nie przerażały się upływem czasu - w końcu walczą o swoje życie. Tak jak to było w moim przypadku. Dużo się modliłam i miałam przy sobie męża - te dwa ważne elementy były i wciąż są dla mnie ogromnym wsparciem. Dlatego ważne, żeby nie być samemu w trudnych chwilach. Na tyle, na ile jest to możliwe. Żeby ktoś mógł potwierdzić słuszność naszej walki, przytulił, sprawił radość jakąś drobnostką. Albo żeby móc po prostu gdzieś się wygadać. Przez pewien czas pisałam listy do samej siebie, a potem na nie odpisywałam. To było bardzo oczyszczające. Terapia też bardzo pomaga. Choć nie ma co oczekiwać, że zaraz zmieni ona całe nasze życie o 180 stopni w ciągu krótkiego czasu. Ale pomoże. Moim zdaniem ona jest najważniejsza w wychodzeniu z przemocy. Co jeszcze jest ważne? Dbanie o wygląd, ruch. Walka o poczucie własnej wartości, ale nie oczekiwanie, że z dnia na dzień będzie się siebie uwielbiało. Ja nawet jeszcze do tego nie doszłam, choć wierzę, że tak się stanie.

A co z tymi osobami, które nadal tkwią w tych relacjach?

Spróbujcie się z tym zmierzyć. Tak, będzie trudno, ale jest to możliwe. Możecie mieć piękne życie. Ja nie wierzyłam, że ktoś mnie jeszcze pokocha. Szczerze, hmm... "czysto". Wiem, że łatwiej jest o tym mówić, niż zrobić, ale warto wzbudzić w sobie nadzieję, że życie może być inne. Pomyślcie o swoich marzeniach. Możecie je zrealizować. Szukajcie w nich motywacji do zrobienia tego pierwszego kroku. On jest najtrudniejszy.
Powodzenia.

Piękne i mądre słowa. Dziękuję za podzielenie się swoimi osobistymi przemyśleniami. Trzymam kciuki, żeby zrealizowała Pani swoje marzenia i nigdy nie utraciła tej siły, która w Pani jest.

Wywiad przeprowadziła: Magdalena Lewicka