WROCŁAWSKA KAMPANIA PRZECIWDZIAŁANIA PRZEMOCY - www.kampaniaprzemoc.pl

To mogłaś być ty, ale trafiło na mnie - wywiad.

Zawsze takie hasła nie trafiały do mnie. Myślałam wtedy "jasne, każdemu może się trafić, więc dlaczego mi?". Jestem wykształcona, młoda, radzę sobie doskonale. Nie rozumiałam dlaczego akurat wtedy, w tamtej sytuacji, potrafiłam obwiniać tylko siebie. Przez wiele lat nie byłam w stanie wypowiedzieć tego na głos, ale teraz już potrafię i wiem, że to nie ja jestem winna. Prawdą jest, że byłam molestowana przez ojca przez 3 lata

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Sylwia: Dziękuję Ci, że zgodziłaś się na rozmowę. Myślę, że trzeba być niejako krok bliżej wyzwolenia, by zgodzić się opowiedzieć o swoich doświadczeniach innym osobom, szczególnie, gdy są one tak bolesne, często skrzętnie ukrywane przez lata.

Monika: Początkowo nie chciałam się zgodzić. Chciałam uciec, schować się do swojego wnętrza, tak jak zwykle. Po kilku dniach namysłu doszłam do wniosku, że rzeczywiście może to być kolejny krok. Nie myślałam wtedy o innych osobach z takimi problemami jak ja. Myślałam o sobie, o tym co mi to da i wiesz, myślę, że zdałam sobie sprawę, że już samo to jest sukcesem. Myślę o sobie! Naprawdę było to dla mnie coś magicznego, niespotykanego, coś co objawiło mi się przed oczami po raz pierwszy. Wtedy podjęłam decyzję, że czas pójść krok dalej, wyrzucić to z siebie gdzieś indziej niż tylko u psychologa, żeby dodać sobie jeszcze więcej odwagi, a innym osobom nadziei.

Gdybyś mogła znaleźć tytuł, którym mogłybyśmy opisać naszą rozmowę to co to mogłoby być?

"To mogłaś być ty, ale trafiło na mnie"

Co to dla Ciebie oznacza? Jak to rozumiesz?

Zawsze takie hasła nie trafiały do mnie. Myślałam wtedy "jasne, każdemu może się trafić, więc dlaczego mi?". Jestem wykształcona, młoda, radzę sobie doskonale. Nie rozumiałam dlaczego akurat wtedy, w tamtej sytuacji, potrafiłam obwiniać tylko siebie. Przez wiele lat nie byłam w stanie wypowiedzieć tego na głos, ale teraz już potrafię i wiem, że to nie ja jestem winna. Prawdą jest, że byłam molestowana przez ojca przez 3 lata.

Czy teraz te słowa są wciąż dla Ciebie trudne?

Wiem, że widzisz te wszystkie emocje, które teraz się we mnie pojawiają. Moja historia jest zwyczajna. A może wcale nie? Jest trochę inna. W dzieciństwie miałam cudowne relacje z ojcem. Mam na myśli zdrowe relacje. Wszystko zmieniło się gdy poszłam na studia, a rodzice mieli w związku kryzys. Pewnego dnia dostałam telefon, czy mogłabym go przenocować na jakiś czas, bo między nimi jest źle. Bez wahania zgodziłam się, a trzeba dodać, że byłam wtedy zupełnie samowystarczalną, pewną siebie, młodą kobietą. Jednocześnie studiowałam i pracowałam, miałam jednak mało czasu dla znajomych.
Początkowo wszystko było normalnie. Z umówionego tygodnia ojciec został u mnie łącznie 4 lata, praktycznie na cały okres studiów, jednak mój dramat zaczął się około pół roku po jego wprowadzce.

Mówisz to wszystko bardzo spokojnie, jednak widzę, że głos Ci się łamie. Czy chcesz opowiadać dalej?

Tak, oczywiście, że chcę. Jestem na to gotowa, jednak to nigdy nie jest łatwe. Nie wiem czy kiedykolwiek będzie. Na początku myślałam, że coś mi się przyśniło. Byłam tak sparaliżowana strachem, że nie wydusiłam z siebie ani słowa. Nazajutrz ojciec odzywał się do mnie, jak gdyby nigdy nic, a ja miałam zupełny mętlik w głowie. Przez miesiąc nic podobnego się nie zdarzyło i byłam skłonna uwierzyć, że był to tylko sen. Po pewnym czasie jednak ojciec znów przyszedł do mnie nocą i gdy upewnił się, że z mojej strony nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo, przychodził prawie codziennie.

Co masz na myśli mówiąc niebezpieczeństwo?

Trzeba przyznać, że byłam bardzo lojalną córką. Unikałam tego tematu, zachowywałam się, jak gdyby nigdy nic. To śmieszne, byłam już praktycznie dorosła, a zachowywałam się jak mała, wystraszona dziewczynka. Teraz, gdy patrzę w przeszłość nie do końca rozumiem swoje zachowanie, ale to chyba efekt terapii i zrozumienia pewnych kwestii. Jednak nic nie dzieje się od razu. Mój koszmar trwał jak już powiedziałam praktycznie 3 lata. Były to 3 lata milczenia, obwiniania siebie, unikania kontaktów z innymi ludźmi, samotności, odtrącania mężczyzn. Wszystko skończyło się, gdy poznałam mojego obecnego męża. Próbował się do mnie mocno zbliżyć, jednak ja mu na to nie pozwalałam. Bałam się mężczyzn, unikałam ich. On jednak nie dawał za wygraną i zdobywał mnie dzień po dniu. Gdy zostaliśmy parą, mój ojciec wpadł w szał. Tej nocy zgwałcił mnie i pobił tak dotkliwie, że wylądowałam w szpitalu. Nie dało się już dłużej tego wszystkiego ukrywać. Mną już na miejscu zajęła się pani psycholog, natomiast mój ojciec trafił do aresztu. Z tamtego okresu niewiele pamiętałam. Wiele rzeczy przypominałam sobie dopiero na terapii. Nie wiem, czy miałabym tyle siły, by zawalczyć o siebie gdyby nie mój mąż. To on, zaraz po tej całej sytuacji, przyjechał do mnie i o nic nie pytał, a ja wylewałam morze łez. Jeśli chodzi o twoje pytanie, to ojciec mógł czuć się bezpiecznie. Wiedział, że nigdy nikomu nic bym nie powiedziała. W gruncie rzeczy to on sam wpakował się do więzienia swoim atakiem na mnie. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Została założona sprawa, ojciec trafił do więzienia.

A co stało się z tobą?

Początkowo było nijako. Sama nie wiedziałam, co tak naprawdę się stało. Nie miałam siły na nic. Moja matka była w szoku. To co mnie bolało, to fakt, że odwróciła się ode mnie. Nie wierzyła w to. Dla mnie był to kolejny cios. Rodzice nigdy nie wzięli rozwodu, chociaż nie mieszkali razem, a mimo to matka stanęła po stronie ojca i to w sytuacji, gdzie praktycznie wszystko było już jasne. Bardzo się na niej zawiodłam.

To bardzo bolesne przeżycie. Musiałaś czuć się niejako zdradzona. Jak sobie z tym wszystkim poradziłaś?

Nie byłam sama. Był przy mnie mąż. Cierpliwie tłumaczył mi, jak bardzo potrzebna jest pomoc psychologa oraz czas. W końcu po pół roku namów zgodziłam się i udałam na psychoterapię.

Jak to wyglądało? Co Ci to dało?

Bardzo wiele. Początkowo były to najgorsze godziny w moim życiu. Na koniec terapii śmiałam się, że były gorsze niż moment molestowania. Na początku tylko siedziałam u psycholog i czasem płakałam, a czasem nie. Bywały dni, gdy nie mówiłam nic. Czasem pytałam tylko, czy jestem normalna. Dzięki wyrozumiałości psycholog i uporze mojego męża coś się ruszyło. Ja chciałam szybko zrezygnować. Mówiłam wtedy: "po co siedzieć na fotelu i nic nie mówić? tylko strata pieniędzy". A jednak nie, teraz wiem, że potrzebowałam dużo czasu na oswojenie się. Terapia pomogła mi uporać się ze wspomnieniami i emocjami. Dzięki temu wybaczyłam ojcu i matce.

Wybaczyłaś osobom, które wyrządziły Ci tyle krzywdy?

Tak, ponieważ po latach terapii zrozumiałam, że przebaczenie nie jest czymś potrzebnym naszym oprawcom. To coś, co daje nam wolność. Przebaczając uwalniasz się od przeszłości i możesz energię, którą kierujesz na złość, skierować na coś innego. Poczułam się wolna, poczułam, że żyję. Zrozumiałam, że mam dwie drogi, obie bardzo trudne. Nie chciałabym, aby z tej rozmowy twoi czytelnicy odczytali apel: wybaczcie aby się wyzwolić. Niech każdy odnajdzie swoją drogę. Taka była moja, ale potrzebowałam na to dużo czasu. Byłam raz w więzieniu u ojca, tylko raz. Gdy mnie zobaczył to płakał. Nie wiem, czy wiedział co robi, ale widziałam wtedy, że cierpiał. Powiedziałam, że wybaczam mu, ale potrzebuje czasu. Zrozumiał. Z matką moje kontakty są neutralne. Przeprosiła mnie, ale nie uważam jej za osobę godną zaufania. Kiedy ktoś odwróci się od ciebie w takim momencie życia, to wiesz już czego możesz się po nim spodziewać w przyszłości. Nie mam już o to żalu.

Czy tylko terapia dała Ci wolność? Czy tylko tak walczyłaś o siebie?

Nie, chociaż mam wrażenie, że to było najważniejsze. Mam ogromny dług w stosunku do męża i przyjaciół. Znajomi nie wiedzieli o co chodziło, ale wspierali jak mogli. Nie pozwalali upaść, zwątpić, zamknąć się. Gdy były momenty, że mąż nie mógł już tego udźwignąć, to zawsze znajdował się ktoś, kto go w tym odciążał - kto ciągnął mnie za uszy, by pospacerować, by zwrócić uwagę na to, ile jeszcze pięknych rzeczy przede mną.

Czy chciałabyś dodać coś na koniec?

Tak. Chciałabym powiedzieć, żeby nikt nie bał się walczyć o swoje szczęście i zdrowie. Nie obwiniajcie się, nie tkwijcie w związkach, czy relacjach, które was ranią. Nie powiem, że droga do wolności jest krótka i łatwa, ponieważ nie jest. Mimo wszystko dzięki niej, stajesz się nowym człowiekiem, wyzwalasz się. Poproś o pomoc, jeśli jej potrzebujesz. Istnieją specjalne miejsca, które pomagają takim jak my - poranionym, zawiedzionym, skrzywdzonym. Naucz się walczyć o siebie, kochać siebie, chociażby miałoby Ci to zająć całe życie, to i tak warto. Dla mnie było warto.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i życzę powodzenia.

Dziękuję za wysłuchanie.

Wywiad przeprowadziła: Sylwia Wolna