WROCŁAWSKA KAMPANIA PRZECIWDZIAŁANIA PRZEMOCY - www.kampaniaprzemoc.pl

Sąsiedzi nie reagowali na moją krzywdę - wywiad.

Znam Kasię od kilku lat. To wspaniała dziewczyna - wrażliwa, miła, pełna ciepła i życzliwości dla innych. Ostatnio spotkałam ją w parku. Szła akurat na wizytę do psychologa.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Widzę, że jesteś przygnębiona... Nie masz ochoty tam iść?

Nie wiem czy nie mam... Wiesz, to jest trudne tak do tego wracać i ciągle o tym opowiadać. Dużo tych stresów przeżyłam i rozgrzebywanie tego od nowa nie jest przyjemne.

No tak, ale jednak z jakiegoś powodu zdecydowałaś się tam chodzić...

Niby tak. Bo wiem, że jak się z tego nie wyzwolę to już zawsze to we mnie zostanie.

Od czego najbardziej chcesz się wyzwolić?

Od skutków picia rodziców, bo choć nie mieszkam z nimi, to mam wrażenie, że ciągle tkwię w tym zapijaczonym domu. Chcę też nie przeżywać tego, co ostatnio siedzi w mojej głowie, o czym dowiedziałam się przy okazji mojej obecności u nich. Świeża sprawa, a na dokładkę podcięła mi trochę skrzydła. Ciężko mi jest im to wszystko wybaczyć, choć próbuję i chyba jest trochę lepiej niż parę lat temu.

Powiedziałaś, że masz wrażenie, jakbyś ciągle w tym wszystkim tkwiła. Możesz coś więcej na ten temat powiedzieć?

To, co się teraz ze mną dzieje przez to, że oboje są alkoholikami, trudno opisać w kilku zdaniach. Nie mogę pozbierać się w życiu, mam straszną huśtawkę nastrojów, każdy związek kończy się u mnie katastrofą, nie umiem szukać pracy. Pewnie słyszałaś o DDA i cechach dla nich charakterystycznych. Właściwie to w 90% opisują one mnie. Za każdym razem kiedy sięgam po jakąś nową książkę z tej tematyki, to dowiaduję się czegoś nowego o sobie - odnajduję nowy obszar swojej krzywdy.

To musiały się dziać w twoim życiu straszne rzeczy, skoro obecnie przeżywasz takie trudne chwile...

Żeby to były tylko chwile, to byłoby dobrze. Gdzieś od początku mojej podstawówki pamiętam rodziców pijących. Najpierw to było niewinne: piwko do obiadu, przy oglądaniu filmów, a potem spostrzegłam, że codziennie jest awantura poprzedzona pijaństwem. Z czasem doszły wzajemne wyzwiska, stawianie mi wymagań, którym nie mogłam sprostać, czepianie się o wszystko, brak zainteresowania moimi sprawami. Dużo by wymieniać. Wiele razy najadłam się wstydu za tatę, gdy byliśmy u kogoś w odwiedzinach..., a potem trzeba było go zbierać z podłogi. Takie kontakty szybko się urywały, coraz bardziej obserwowałam izolację całej mojej rodziny od reszty świata. Z czasem i oni przestali kogokolwiek zapraszać do naszego domu. Niby miałam co jeść, dobrze się uczyłam, nie brakowało mi ubrań, książek, zabawek. Ale brakowało mi mamy i taty. Bo oni zajęci byli piciem i sobą nawzajem. Często po pijaku uprawiali seks i ja to wszystko słyszałam (jęki, itd.), a czasem nawet widziałam (nie zamykali drzwi od swojej sypialni). Byłam dzieckiem, to było obrzydliwe... Wiele mam takich obrazów przed oczami. Nie mogę zapomnieć tego, jak mama potrafiła całymi tygodniami nie gotować obiadów, bo ojciec nie był głodny. Musiałyśmy z moją siostrą jeść kanapki, bo same gotować nie umiałyśmy. Wiem, pewnie wydaje ci się, że marudzę, ale tak właśnie jest. Ludzie generalnie zawsze uważali, że marudzę. Dlatego cieszę się, że mogę "pomarudzić" na terapii. Tam mogę do woli mówić, jak bardzo jest mi źle.

Nie marudzisz, to ważne dla mnie, że mi o tym wszystkim opowiadasz. Bardzo duży ciężar musiałaś wziąć na siebie jako dziecko... Musisz mieć w sobie dużo siły, skoro mimo tego wszystkiego prostujesz swoje życie. Skąd ją bierzesz?

Trudno powiedzieć, chcę po prostu żyć. Po tylu latach mam coraz bardziej określone plany życiowe, zawodowe. No i mam dosyć cierpienia - to chyba największa moja motywacja. Ten ból jest nie do zniesienia. Tym bardziej, że dochodzą ciągle nowe, trudne sytuacje, z którymi już nie umiem sobie radzić, choć bardzo chcę się nauczyć.

No tak, powiedziałaś wcześniej, że dowiedziałaś się czegoś trudnego od rodziców. Co oni ci właściwie powiedzieli?

Wiedziałam już wcześniej, że rodzice wzięli ślub tuż przed moim urodzeniem. Zrozumiałam, że byłam wpadką. Długo byli wcześniej razem, bawili się, korzystali z życia. Mama miała już wtedy dziecko z poprzedniego małżeństwa - małą Sylwię, która jakoś tam figurowała w ich życiu. Pewnego dnia mamie zebrało się na zwierzenia. Lekko pijana powiedziała, że musi mi coś wyznać, bo nie może z tym już dłużej żyć. I dowiedziałam się, że między urodzeniem się Sylwii a moim, była 2 razy w ciąży. Oboje dzieci usunęła na żądanie mojego ojca. Bo on dzieci mieć nie chciał. To ona musiała sama zebrać pieniądze, dać łapówkę lekarzowi i to zrobić. No i zrobiła. W końcu zaszła po raz kolejny w ciążę mając 30 lat. To byłam ja. Ojciec oczywiście też mnie nie chciał. I też miałam zostać usunięta. "Pech" chciał, że mama nie miała w tamtej chwili od kogo pożyczyć pieniędzy, a gdy to w końcu zrobiła i poszła do lekarza w celu zabicia mnie, to okazało się, że jest za późno - ciąża była zbyt zaawansowana. Gdyby przyszła tydzień wcześniej, byłoby co innego...

Co myślałaś wtedy, gdy to usłyszałaś?

Byłam w szoku. Nie wierzyłam. Oczekiwałam, że ojciec powie, że mama gada głupoty, że to nieprawda. A on nic. Tylko tyle, że ona sama chciała to zrobić... Miałam żal do mamy też o to, że potem w czasie ciąży nie dbała o siebie (paliła papierosy i generalnie nie przejmowała się tym, co ze mną będzie). To zderzenie z rzeczywistością było straszne. Dręczyły mnie myśli, że jestem niechcianym dzieckiem, że najbliższe mi osoby były gotowe się mnie pozbyć. Czułam, że nie powinno mnie tu być, że jestem kimś nie na miejscu. Wtedy tak jakby myślałam, że usprawiedliwione było to, że nie dbali o mnie tak jak powinni - w końcu jak można dbać o kogoś, kogo się nie chciało? Takie myśli, w połączeniu z moją ogólną niską samooceną, są naprawdę trudne do zniesienia.

To bardzo poruszające. Nadal tak myślisz o sobie i o tej sytuacji?

W sumie to już nie. Psycholog mi pomógł - wytłumaczył mi wiele ważnych rzeczy.

Opowiedziałaś mi bardzo wiele trudnych wspomnień ze swojego życia. Co jest w tym wszystkim dla ciebie najcięższe?

Chyba świadomość, że nikt nie reagował na moją krzywdę. Że sąsiedzi widzieli i słyszeli wielokrotnie awantury i bijatyki, jakie były u mnie w domu i nikt nic nie zrobił. Widzieli mamę chodzącą co godzinę do sklepu monopolowego i wracającą podchmieloną z torbą, w której obijały się o siebie butelki piwa. Patrzyli na mnie z taką obrzydliwą litością - a ja potrzebowałam chociażby rozmowy, jakiegoś wsparcia. Wiem, nikt nie chciał się wtrącać.. A ja tak bardzo potrzebowałam wtrącenia się kogokolwiek! Byłam bezbronnym dzieckiem. Z drugiej strony sama z siebie miałam bardzo duże opory, żeby komukolwiek o tym mówić. Wstydziłam się siebie, rodziców, bałaganu i smrodu, jaki był w naszym domu. No i tak to zostało, dopóki nie odważyłam się szukać pomocy u specjalisty. Poza tym trudna jest też dla mnie świadomość, że teraz zaczynam płacić za coś, czego ja nie zrobiłam. Zaczynam ponosić konsekwencje za błędy innych. To ja nie umiem sobie radzić z emocjami, to ja muszę nosić ciężar dawnych decyzji moich rodziców, to ja muszę teraz chodzić do specjalisty, żeby nie czuć tak bardzo tego bólu psychicznego.

Możesz zawsze zrezygnować z terapii. Nic nie musisz.

No ta, racja. Ale nie chcę. Nasłuchałam się wiele na temat skuteczności terapii i ja w to wierzę. Nawet jak czasem tracę nadzieję, brak mi sił, to ta wiara, że i u mnie to wszystko dobrze się skończy, utrzymuje mnie w wytrwałości. Mam to szczęście, że mam naprawdę dobrego psychologa, tzn. kogoś komu naprawdę zaufałam. Wiele razy kontakt z nim ochronił mnie przed zrobieniem głupot - spicia się do nieprzytomności, okaleczania się. Dzięki temu, że mogłam o tym z nim porozmawiać, wychodziłam z każdej sesji odrobinę silniejsza, a na pewno lżejsza na duchu. Nie wiedziałam, że 45 minut potrafi zdjąć tak wiele ciężaru z serca.

Cieszę się, że to zauważyłaś. Walczysz o siebie tylko poprzez terapię?

Głównie tak. Próbuję też wybaczyć rodzicom, choć to jest bardzo trudne. Uczę się patrzeć na nich jak na chore osoby, a nie jak na kogoś złego. To wszystko jest dla mnie bardzo dużym obciążeniem, dlatego chcę to jakoś sobie poukładać. Nadal walczę o siebie, mam wsparcie w otoczeniu. Czuję, że się rozwijam. Nie mieszkam już z nimi, więc jest mi łatwiej. Czasem nawet udaje mi się zapomnieć, że moi rodzice to alkoholicy. Coraz częściej umiem się cieszyć życiem i nie obwiniać siebie za to, co się działo (i de facto dzieje nadal...). Choć wiadomo, nie mam dobrego zdania na swój temat. Nie umiem walczyć o swoje zdanie, nie znam swoich granic, nie wiem tak naprawdę, jaka jestem. Nie wiem, co jest moim poglądem na życie, a co przejętym od innych sloganem, który chcę na siłę wdrożyć w życie, żeby tylko ktoś mnie pokochał i zaakceptował. W ogóle siebie nie znam. Ale zaczynam wreszcie poszukiwania.

Coś na koniec byś jeszcze dodała?

Chyba tyle, że wydaje mi się, że na końcu tej drogi odnajdę siebie silniejszą i pewniejszą . I nie mogę się doczekać, kiedy siebie taką spotkam. Albo po prostu kiedy taką siebie w sobie zobaczę. To musi być cudowne uczucie polubić siebie.

Z pewnością jest ono bardzo przyjemne i budujące. Życzę ci zatem, żebyś osiągnęła to co chcesz. Dziękuję Ci za rozmowę i trzymam kciuki, byś nigdy nie straciła tej siły, jaką masz w sobie i motywacji do dalszego pokonywania własnych słabości.

Wywiad przeprowadziła: Magdalena Lewicka